wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 31 "Pojedyńcze łzy szczęścia"

Kamień spadł mi z serca kiedy powiedziałam Robertowi. Ulżyło mi jeszcze bardziej gdy zobaczyłam jak bardzo go to cieszy. Byłam naprawdę szczęśliwa.Pobiegłam na trybunę i usiadłam na miejscu między Agatą,a Aśką-żoną Wasyla. Chwyciłyśmy się za ręce i wraz z innymi wags kibicowałyśmy ukochanym mężczyznom.
39 minuta spotkaqnia,a na stadionie w Kiszynowie nadal widnieje bezbramkowy remis. Po postawie Roberta widziałam,że jest mu coraz ciężej,a bezradność w reprezentacji bardzo go boli.Wybiła 40 minuta meczu,a pod bramką Mołdawian w końcu zaczęło robić sie coraz groźniej.Robert przejął piłke w środku pola,podał ją do biegnąego Błaszczykowskiego,ten ponownie zagrywa do Roberta i goool!
Lewandowski strzela bramkę dla Polaków i ustala wynik pierwszej połowy na 1:0! Nie cieszy sie jednak z bramki tak samo jak zawsze.Nie wykonuje swojego słynnego wyskoku,a po prostu biegnie przez połowe boiska ssąc kciuk.I w tym momencie wszyscy dowiadują się,że napastnik polskiej reprezentacji będzie ojcem! Dziewczyny patrzą na mnie pytająco.Z resztą nie tylko one.Nie minęło kilka minut,a w moim kierunku rozbłysły blaski fleszy.Nie lubiłam tego,ale nie byłam zła.Byłam szczęśliwa.Tak cholernie mocno jak jeszcze nigdy.Cieszyło mnie to,że bramke tak ważną jak ta reprezentacyjna zadedykował właśnie naszym nienarodzonym jeszcze pociechom.Gdy skończyła sie pierwsza połowa,a mój ukochany schodziąc z boisk patrzył sie prosto w moje oczy, pokazałam mu gestem,że narazie ma milczeć,nic nikomu nie mówić.
-Czy wy spo...-chciała spyta Ewa-żona Piszczka,ale jej przerwałam.
-Kochane,wszystkiego dowiecie sie później,gdy będziemy już wszyscy wspólnie.

***

Druga połowa spotkania minęła bardzo podobnie. Robert na boisku kompletnie nie przypominał tego samego Roberta sprzed 30 minut.Był szczęśliwy,pewny siebie,roznosiła go energia,ale jednocześnie był bardzo skupiony. I na dobre mu to wyszło bo w 75 ponownie strzelił gola prosto do siatki Mołdawian,powtarzając swój gest z kciukiem. A mnie rozpierała duma i szczęście. Nie wytrzymałam i po moim policzkach poleciały pojedyńcze łzy.
-Hej mała,nie płacz!-objęła mnie ramieniem Agata.
Wiem,wiem.Przepraszam.-odpowiedziałam i otarłam swoje mokre policzki.

***

Wszyscy piłkarze reprezentacji, jak i zarówno ich partnerki postanowili uczcić to zwycięstwo i wybrać sie do jakiegoś klubu,bądź pubu.Ja z Lewym także.Zamówiliśmy kilka taksówke i ruszyliśmy w droge. Mając wyjątkowe szczęście trafiłam do jednego pojazdu z Lewandowskim i Szczęsnym.Chłopcy calutką drogę analizowali dokładnie cały mecz,a ja zmęczona całym dniem oparłam głowe o ramie ukochanego.Robert nadal rozmawiając z Wojtkiem objął mnie ramieniem i mocniej przycisnął do siebie.Czułam się kochana i cholernie bezpieczna,a to własnie tego brakowało mi zawsze kiedy Lewandowski wyjeżdżał.Bez niego jest mi źle,ale przy nim nic mi nie grozi. Jest moim schronieniem przed wszystkimi problemami tego świata.Potrafi uchronić mnie przed wszystkim i między innymi za to kocham go najbardziej na świecie.Zmęczona podróżą tu,meczem i późną porą usnęłam w taksówce na ramieniu najważniejszego mężczyzny mojego życia.
-Kochanie,jesteśmy już na miejscu.Jak chcesz to możemy wrócić do hotelu.-usłyszałam ciepły ton głosu.
-Nie.Chcę to uczcić razem z wami.
-Na pewno? 
-Tak Robert,spokojnie wytrzymam.-obarzyłam go lekkim uśmiechem i wspólnie wysiedliśmy z samochodu.

***

Weszliśmy o klubu,w którym pomimo,że jest piątek o dziwo było dosyć mało ludzi. Usiedliśmy przy stoliku vip i złożyliśmy zamówienie u kelnerki. Z racji mojego stanu zamówiłam tylko sok. O dziwo nie ja jedyna.Kilka dziewczyn też nie piło alkoholu,przez co nie czułam się osamotniona.
-No ile jeszcze będziecie trzymać nas w niepewności?! Lewusku,co takiego oznaczał twój gest po strzeleniu tych dwoch brameczek?-spytał Wasyl z wielkim uśmiechem na twarzy,zabawnie poruszając brwiami.Aśka szturchnęła go w ramie i szybko odpowiedziała:
-Marcin zachowuj sie i nie naciskaj! Jak będą chcieli nam powiedzieć to nam powiedzą.O ile jest w ogóle o czym mówić?
Spojrzałam na Lewego,a on tylko z uśmiechem na twarzy i dumą w oczach pokiwał głową i objął mnie ramieniem.
-A więc tak,spodziewamy się dziecka.A w sumie to dwójki.-powiedział a mi serce stanęło czekając na reakcje przyjaciół.
_________________________________________________________________________
Witajcie kochani!:*
z góry przepraszam,że na tak długo pozostawiłam was bez rozdziału,ale naprawdę miałam i nadal mam ciężki czas w życiu, dzisiaj jeszcze mi dorosło mi zmartwień i poważnie dzisiaj tylko leże w łóżku. Rozdział jest o niczym wiem,ale naprawdę nie mam zielonego pojęcia jak skomponować coś mądrego. Z wami też nie wiem jak jest, wyświetlen jest dużo,za niecałe 150 wyświetleń przekroczymy 51 tysięcy, piszecie do mnie prosicie o nowe rozdziały a z komentarzami śreednio bywa. raz ich jest dużo,raz mało,a one naprawdę motywują. Jak widzę,że jest ponad 20 komentarzy to dla mnie to naprawdę dużo, robi mi sie ciepło na sercu i wiem,że muszę coś wymyśleć aby was nie zawieść,także motywujcie mnie jak tylko możecie i komentujcie bo to naprawde pomaga! ;) no i przepraszam,ze jest po 22 a ja dopiero dodaje rozdział,ale napisalam go już o 18 i miałam go dodać,ale przyjaciółki wleciały mi do domu i nie miałam  jak dodac przy nich z racji,ze nikt nie wie o moim małym 'sekrecie' także zostawiam was już z 31 i życzę miłego czytania.
pozdrawiam i buziaki,Monika! :*
+ przepraszam,ze ostatnio na waszych blogach nie komentowałam,wszystko czytam na bieżąco,ale po prostu nie miałam czasu.byłam na wakacjach,a jak już czytam to często na telefonie. Obiecuję jednak,ze nadrobie wszystko,kocham was! : *
i oczywiście zapraszam was na mojego nowego bloga,do którego link znajdziecie w zakładkach ;)

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 30. 'Boję się,że znowu wszystkich zawiodę'

'-Jestem przerażona.Spotkajmy sie,błagam.'
'-Monika,co sie dzieje?! Dobra,za 15 minut tam gdzie zawsze!'-dostałam odpowiedź od Klaudii.


Akurat byłam w okolicy,więc wsiadłam w samochód i pokierowałam się w stronę ulicy półwiejskiej. Byłam w Poznaniu,więc pierwszą osobą,której postanowiłam powiedzieć o ciąży była Klaudia.Jest moją przyjaciółką odkąd tylko pamiętam. Między mną i Klaudią jest zupełnie inna relacja niż między mną i Natalią. Z Klaudią zawsze odbywałam bardziej poważne rozmowy, to z nią zawsze miałam swój pierwszy raz jeżeli chodzi o niektóre rzeczy. Zawsze była ode mnie odpowiedzialniejsza dlatego traktowałam ją często nawet bardziej jak starszą siostrę niż przyjaciółkę. Nie bałam się jej mówić czegokolwiek. Ufam jej bardziej niż komukolwiek innemu.Nawet Robertowi. Robert mnie zranił i to nie raz. A Klaudia nigdy. Zawsze jej się dziwiłam jak to możliwe,że ktoś może być aż taki idealny. Dlatego postanowiłam,że to ona powinna wiedzieć pierwsza. Pogadać o tym ze mną,coś mi doradzić. Wiem,że to Robert w sumie powinien wiedzieć pierwszy,ale jakoś narazie nie potrafię. Nadal ciężko mi uwierzyć,że jestem w ciąży.Że za siedem miesięcy będę matką. Dotarłam do umówionego miejsca i chyba po raz pierwszy będąc tutaj zamówiłam herbatę. W końcu kobiety w ciąży nie powinny pić kofeiny,a wiadomo,że teraz musze dbać o zdrowie nie tyle moje,co przedewszystkim tych dwóch małych istotek. Usiadłam przy stoliku i zobaczyłam biegnącą w moją stronę Klaudie.
-Monika co jest?! Co sie dzieje?!-spytała cała zdyszana.
-Spokojnie,oddychaj.-powiedziałam z uśmiechem,chociaż w głębi duszy krzyczałam z przerażenia. Bałam się tego momentu.Nie mam pojęcia jak jej o tym powiedzieć,jak komukolwiek o tym powiedzieć? Ja,młoda,rozkojarzona,roztrzepana,niezdecydowana i głupio uparta Jaworska-matką? Gdyby kilka dni temu ktoś mi to powiedział,z pewnością bym go wyśmiała. A teraz? Jestem przerażona,ale także jednocześnie szczęśliwa.Będę matką.
-Będziesz ciocią.I to podwójną.-powiedziałam cicho, początkowo poważnie,ale potem uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nie tak to chciałam zrobić,ale wyszło jak wyszło.
-Słucham?! Spodziewacie sie małych Lewandowskich ?! O mój Boże, Jaworska matką! Moja mała Jaworska matką! Chodź tu kochana,się przytul!-Przytuliła mnie z całych sił. Po chwili jednak sie ode mnie odsunęła,chociaż jej ręce nadal spoczywały na moich ramionach.
-A jak Robert zareagował?
-Nie zareagował. Jeszcze mu nie powiedziałam.
-To na co ty czekasz? Aż będziesz chodzić z wielkim brzuchem i sam zauważy,że jesteś gruba? Aż taki głupi to on nie jest,zorientuje sie,że jego dziewczyna jest w ciąży!-Szczerość Klaudii pomimo,że była bezlitosna zawsze w jakimś stopniu pomagała i motywowała.
-Nie chcę mówić mu o ciąży przez telefon,weź przestań.
-To bierz tyłek w troki i do samolotu do Kiszynowa!
-Przecież i tak za dwa dni tam jadę. W tym czasie obmyślę sobie plan. A poza tym chcę tu trochę pobyć. W Poznaniu jestem raz na pół roku,a ty i tak mnie wyrzucasz...-żartując sobie z niej wygięłam usta w podkówke i udawałam urażoną.

***

Te dwa dni były dla mnie straszną katorgą.Wszyscy,którzy mnie znają dobrze wiedzą,że jestem straszną gadułą.A teraz? Jestem w ciąży i nawet nie mogę nikomu o tym powiedzieć. W sumie mogę,ale obiecałam sobie,że najpierw powiadomię o tym Roberta,a dopiero później wspólnie powiadomimy naszych bliskich. Idealny rodzinny obrazek. Męczy mnie jedynie jedno. Czy aby tylko na pewno jesteśmy gotowi na bycie rodzicami? Okej, Robert ma 24 lata,ale.... to nadal jest Robert.Czasami trochę bardzo głupi,denerwujący,nieuważny,wkurzający się jak wygrywam z nim w fife....Dzieci kochają jego,a on je. Nieraz się z resztą o tym przekonałam, będąc u Piszczków czy Błaszczykowskich,kiedy to i Sara i Oliwka nie odstępowały go na krok. Liczył się tylko wujek Robert,nikt inny.Świata poza nim nie widziały, podobnie zresztą jak ja.

***

Siedzę w samolocie.Za blisko godzinę będę w Kiszynowie,a ja zamiast się cieszyć,że po 4-dniowej przerwie spotkam ukochanego i będę mogła w końcu wszystko z siebie wyrzucić i go powiadomić to siedzę i to stresuję. Chyba nigdy nie czułam tak ogromnej obawy, jak w tym momencie. Nawet pisząc mature się tak nie czułam! Wysiadka..Wychodzę z samolotu i przechodząc przez Mołdawiańskie lotnisko kieruję się prosto do taksówki,do hotelu. Lewego spotkam dokładnie 10 minut przed rozpoczęciem meczu,super ważnego meczu z Mołdawią,który przesądzi o losach polaków w eliminacjach MŚ2014. Wiem,że mówienie mu o tym przed meczem to będzie chyba najgorsze co mogę zrobić,bo go zdekoncentruję,ale znając mnie pewnie palnę coś bez zastanowienia.
Wchodzę do hotelu,a tam kompletna cisza. Zero krzyków, zero odgłosów odbijanej piłki,gry na play station czy śmiechu Wasyla. Zero.Chłopcy widocznie wybyli już na ostatni trening,a po hotelu kręci sie tylko i wyłącznie obsługa. Wjeżdżam na 4 piętro i zajmuję pokój 258. Do meczu zostały mi niecałe trzy godziny. Jak przed każdym meczem Roberta,strasznie się stresuję. Wiem,że da sobie rade.Zawsze daje,ale to jest mecz reprezentacyjny,a wiadomo jak ostatnimi czasy Lewandowski radzi sobie w kadrze.Jest ciężko,zarówno mi jak i jemu. Chcąc się chociaż trochę odstresować postawiłam na ciepły prysznic.Weszłam do łazienki i stanęłam przed ogromnym lustrem.Podniosłam koszulkę i zaczęłam oglądać swój jeszcze płaski i umięśniony brzuch.Od zawsze byłam szczupła,więc ciężko myśleć mi o tym,że za jakiś czas mój brzuch będzie ogromnych rozmiarów.Głaskając się po brzuchu poczułam,że zaczyna się lekko zaokrąglać.
-Cześć skarbeńki.-szeptałam do tych dwóch małych istotek,wewnątrz mnie cały czas się uśmiechając i jeżdżąc dłonią po brzuchu.-jeszcze chwila i zobaczymy sie z tatusiem.
Miałam wziąć szybki prysznic,a kąpiel zajęła mi ponad trzy kwadranse.W końcu jednak cała zrelaksowana wyłoniłam się z zaparowanej łazienki.Ubrałam koszulkę reprezentacyjną z 'dziewiątką' na plecach,białe rurki i białe niskie conversy.Całość dopełnil złoty zegarek od ukochanego i delikatny makijaż.

***

Już się nie stresowałam.Nie aż tak bardzo.Cieszyłam się,że w końcu powiem Robertowi i oboje będziemy cieszyli się z tego,że za kilka miesięcy będziemy rodzicami.
Pod Stadionem nadal było mnóstwo kibiców ubranych w biało-czerwone barwy.Miło było widzieć,że pomimo tego jaki kryzys przeżywa nasza reprezentacja,kibice nadal w nas wierzą i nas wspierają.
15 minut do meczu...Chłopcy byli w szatni dodając sobie ostatnie słowa otuchy,przed pierwszym gwizdkiem,a ja stałam w holu przed wejściem na murawe.Reprezentanci Mołdawii powoli zaczęli sie schodzić.Polacy podobnie.Narazie wymieniliśmy między sobą tylko krótkie 'cześć' i każdy zajął sie własnym nosem.Z szatni wyszedł także reprezentacyjny napastnik i jak tylko mnie zobaczył podszedł do mnie i ucałował prosto w policzek.
-Boję się.Boję się,że nie strzelę i znowu wszystkich zawiodę.-mówił przygnębiony i smutny.
-Dasz rade.Jesteś przecież pogromcą Realu,pamiętasz?-zaśmiał sie lekko,ale po jego twarzy widziałam,że jest mu ciężko.-Trzymam za Ciebie kciuki,a w sumie to trzymamy.-powiedziałam i pogłaskałam się po brzuchu,dając mu znać do czego zmierzam. Spojrzał na mnie pytająco.
-Czy dobrze rozumiem i myślimy o tym samym?-uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową.-Jesteś w ciąży?!-ponowiłam swój gest i widziałam jak niebieskie tęczówki mojego ukochanego robią się wielkości pięciozłotówek.
-A wiesz co jest najlepsze? Że to bliźniaki.
-Bliźniaki?! Kochanie to najlepsza wiadomość na świecie!-pocałował mnie i okręcił wokół własnej osi.
-Ale ciii, nic nikomu nie mów.Narazie.Nie rozpraszaj chłopaków przed meczem i przede wszystkim sam sie nie rozpraszaj!
-Obiecuję! Kocham Cie,wiesz?-ucałował mnie w policzek i ustawił się w rządku chłopaków z orzełkami na piersi.

______________________________________________________________________________
Dziendobry! Już z wami jestem! :)
przepraszam za tak późną porę,rozdział miałam dodać jutro,ale zobaczyłam,że dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od poprzedniego rozdziału...poza tym jak zobaczyłam liczbę komentarzy to prawie się popłakałam.
dziękuję wam,za to co robicie,za to,ze jesteście,za wszystko! kocham was!♥
W ogóle muszę wam się pochwalić,ze w zeszły wtorek prawie zeszłam na zawał xd
byłam na prezentacji Lecha i może go kojarzycie,może nie ale Darek Formella stał półmetra ode mnie i dając mi autograf puścił mi oczko i sie tak ślicznie uśmiechnął! aaaa jako jedynej na dodatek! nie wiedziałam co mam zrobić,więc tylko się uśmiechnęłam :D wbijajcie na nowego bloga,a za wszelkie błędy mi wybaczcie,ale wczoraj byłam na 18-nastce,po 1 w nocy byłam w domu i od razu poszłam spać,a dzisiaj przed 6 rano już spać nie mogłam...jestem strasznie zmęczona,ale dodaje specjalnie dla was! trzymajcie sie!:)
+ przed 4 sierpnia rozdział sie jeszcze pojawi,bo potem wyjeżdżam,więc nie zostawię was bez i nadrobię pisanie w samochodzie,na plaży,gdzie sie da! :D buziaki!

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 29. 'Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny.'

Po mile spędzonych dwóch dniach we Francji musieliśmy wracać. Co prawda Robert mógłby zostać,bo ze względu na noge nadal pauzuje,ale mnie wzywały obowiązki służbowe. Po wygranym finale Ligi Mistrzów* z Bayernem,w którym Robert uparł się,że wystąpi i wystąpił,a nawet strzelił dwie bramki dające zwycięztwo.Po Finale mieliśmy zaplanowany wyjazd do Polski. Drugiego czerwca,czyli dzień ostatniej kolejki Ekstraklasy zbliżał się wielkimi krokami. Oboje stwierdziliśmy z Robertem,że musimy być na Bułgarskiej w dniu meczu Lech Poznań-Korona Kielce z racji,że Kolejorz gra o Mistrzostwo Polski.
Ja jako rodowita Poznanianka i zagorzała kibicka Lecha i Roberta jako jego kibic i były zawodnik stwierdziliśmy,że nie możemy opuścić tego meczu.

Dzień drugiego czerwca,Stadion Miejski przy ulicy Bułgarskiej. Wraz z Robertem siedzimy w loży Vip. A obok nas najlepszy skład Lecha jaki chyba kiedykolwiek istniał. Zawodnicy z kadencji gdy Robert jeszcze grał w poznańskiej drużynie,głównie z sezonu 2009/2010. Między innymi Sławek Peszko-przyjaciel Roberta,którego już poznałam,ale także Semir Stillić,Jakub Wilk,Grzegorz Wojtkowiak. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu,że marzenia jednak się spełniają.Wystarczy po prostu uwierzyć w siebie i dąrzyć do postanowionego sobie celu,a cały świat będzie u naszych stóp.
Mecz trwa a ja siedzę jak na szpilkach.Strasznie się denerwuje jak zakończy się ten mecz. W koncu słychać ostatni gwizdek sędziego i... Lech Poznań po raz siódmy  w historii zdobywa Mistrzostwo kraju!** Euforia,radość i przede wszystkim duma kibiców jaka panuje na stadionie jest nie do opisania.
Chwytam Roberta za ręke i zbiegam z trybuny,wbiegając na boisko. Podbiegam do chłopaków,którzy płaczą ze szczęścia i rzucam się w ramiona najpierw Jasminowi,a potem wszystkim pozostałym.Także Łukaszowi. Wszyscy razem,wspólnie z kibicami śpiewamy najpierw hymn,a potem także kibicowskie przyśpiewki.Nie powiem,ale zdziwiło mnie,że Robert także wszystkie zna!Niby grał w Lechu dwa lata,ale nie sądziłam,że aż tak się w to czuje.
Cały czas czuję jak Lewandowski trzyma mnie za ręke,lub czule obejmuje,czemu bacznie przygląda sie Łukasz. Myślałam,że wszystko sobie wyjaśniliśmy,ale po jego minie widzę,że to wszystko go boli.
A ja nie chcę go ranić. Więc puszczam rękę ukochanego i przytulam się do Łukasza, a on obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami. Sama tak naprawdę nie wiem co robię,ani dlaczego,ale to było po prostu silniejsze ode mnie. Kocham Roberta,to wiem na pewno. Ale czy po jednorazowej przygodzie czuję coś do Łukasza? Nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia. Wiadomo,jakiś sentyment zawsze będę do niego miała w końcu wylądowaliśmy razem w łóżku,ale czy przez zwykły sentyment czułabym to co czuję teraz?
Odsuwam się od blondyna i patrząc w jego niebieskie tęczówki wyszeptuję tylko krótkie 'przepraszam' i odchodzę.

Zdziwiła mnie jedynie reakcja Roberta. Myślałam,że będzie miał o to do mnie pretensje,a on gdy do niego podeszłam i się przytuliłam,musnął wargami moje czoło. Nie za bardzo zrozumiałam tej reakcji,ale cieszyłam się,że mój niekontrolowany wybryk nie będzie nas kosztował rozstania,jak to było kilka miesięcy temu.
Po świętowaniu Mistrzostwa Polski,zostałam jeszcze w Poznaniu na kilka dni,a Robert wyjechał na zgrupowanie reprezentacji do Kiszynowa. Ze względu na to,że podczas ostatnich wyjazdów coraz częściej źle się czułam,było mi słabo,a nawet wymiotowałam postanowiłam udać się do lekarza. Nigdy nie cierpiałam na żadną chorobę lokomocyjną,chociaż bardzo dużo podróżowałam. Wątpiłam,że w wieku prawie dwudziestu lat wykryją u mnie coś takiego,ale wiadomo świat medycyny jest nieprzywidywalny i wszystko może sie zdarzyć. Z racji,że nadal byłam w Poznaniu postanowiłam pójść do mojej ukochanej pani doktor,która była ze mną od moich narodzin. Moi rodzice znają ją bardzo dobrze,więc tak naprawdę była dla mnie niemal jak ciocia.
Wchodząc do kliniki zauważyłam,że od wielu lat nic sie tu nie zmieniło. Delikatnie pomarańczowe ściany,jasne meble i cały czas ta sama blondwłosa recepcjonistka.
-Dzieńdobry, ja przyszłam do pani doktor Maćkowiak.
-Pani doktor za chwilę tak naprawdę kończy swoją zmiane,ale spytam czy zdoła przyjąć jeszcze jedną osobę.
-Dziękuję bardzo.-odpowiedziałam i posłałam jej serdeczny uśmiech.
-A jak się nazywasz?-blondynka także obdarowała mnie ciepłym uśmiechem odchodząc od biurka.
-Monika Jaworska.
Weszła do gabinetu,a już po chwili wróciła.
-Możesz wejść,pani doktor poświęci ci kilka minut.

Weszłam do śnieżnobiałego gabinetu,w którym czekała na mnie moja 'ciocia'.
Ze względu na to,że mało chorowałam,więc bardzo rzadko tu bywałam pani Paulina przywitała mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i mocnym uściskiem.
-Monika,ale ty wyrosłaś!
-Oj tam,wcale nie.Jedynie kilka kilogramów i centymetrów mi doszło,ale to wszystko. Wiadomo lata lecą.
-Co Cie do mnie sprowadza?-spytała i poszła szukać mojej kartoteki lekarskiej,z którą wróciła zanim zdąrzyłam odpowiedzieć.-Jeju,naprawdę długo Cie tu nie było.Ostatnio w lipcu 2011.A mamy czerwiec 2013.Cóż odporności nie jeden może Ci pozazdrościć.-powiedziała na co obie lekko się zaśmiałyśmy.
-Zaczęło mnie niepokoić,że od blisko półtora-dwóch miesięcy podczas moich wyjazdów za każdym razem jest mi niedobrze,albo wymiotuje. Z resztą ostatnimi czasy nie tylko podczas wyjazdów.Jak ostatnio w Dortmundzie podczas biegania też nie czułam się najlepiej.Być może to z przemęczenia. Jak tylko jestem w domu to ćwiczę i ćwiczę, pomagam Robertowi w samodzielnych treningach no i ciągle mam jakieś wyjazdy co się równa z częstym lataniem samolotami czy pociągami.
-To myślę,że możesz pogratulować zarówno sobie jak i Robertowi,bo na 85% jesteś w ciąży,ale żeby się jeszcze upewnić skieruj się tutaj.-odpowiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy,podając mi małą karteczkę z jakimiś lekarskimi bazgrołami. A ja siedziałam półprzytomna i w myślach analizowałam to co właśnie usłyszałam.Ja i ciąża? Owszem,żartowałam ostatnio z Bobciem,że urodzę mu całą drużynę piłkarską,ale nie sądziłam,że stanie się to tak szybko. Mam niecałe 20 lat! Nie jestem jeszcze gotowa na dziecko.Chyba. Bez słowa wstałam i wyszłam z gabinetu. Nogi same poniosły mnie pod sale,która zapisana była na małej karteczce.

***

Czyli stało się. Jestem w ciąży. Połowa drugiego miesiąca. Ja,jestem w ciąży. Pod przychodnią wsiadłam do samochodu i jedynie przyglądałam się małemu zdjęciu,które przed chwilą dostałam od lekarza.
Zdjęciu,na którym sa moje maleństwa.Dwa maleństwa. Owoce miłości mojej i Roberta. Jeszcze pół godziny temu twierdziłam,że nie jestem gotowa na bycie matką.A teraz? Siedze i wyobrażam sobie Roberta z dziećmi i to jak nasze życie będzie wyglądało. Pierwsze zmienianie pieluch,wspólne spacery i pierwsza szkoła. 
Nie wiem tylko jak powiedzieć o tym Lewemu. Od zawsze w życiu kieruję się tym,że trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny.Tym razem jest tak samo.
Ale z racji,że Roberta i mnie dzieli jakieś 700 kilometrów nie bardzo mam możliwość powiedzenia mu o tym.Nie chcę robić tego przez telefon czy skype. Z drugiej strony muszę komuś o tym powiedzieć.Tylko komu jako pierwszemu?

____________________________________________________________________________
Jestem,wróciłam!
Pomimo,że w rozdziale wszystko i nic,pomieszane jak cholera to mam nadzieję,że wam sie spodoba.
Na pewno nie każdy z was jest kibicem Lecha czy coś i od razu was za ten wątek przepraszam,ale napisałam ten rozdział po przegranym meczu Lech-Legia i musiałam dać upust moim smutkom.xd 
Jestem takim super informatykiem,że w końcu zrobiłam jakiś porządny wygląd tego bloga,nad nowym jeszcze muszę popracować i oczywiście zapraszam na niego! Prolog,bohaterowie i zapowiedź już jest! :)
Trzymajcie się i życzę wam udanych wakacji,które już trwają! buziaki! : ***

cant-forget-this-love.blogspot.com

PS.nie planowałam całej tej ciąży. W sumie sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może dlatego,że nie chciałam konczyć tego opowiadania a coś musiało dziać sie dalej? być może.mam w każdym bądź razie nadzieję,że wam sie spodoba.

*moja wyobraźnia. Bayern w rzeczywistości wygrał finał LM.
** koja wyobraźnia numer dwa, Lech Poznań został wice mistrzem Polski.

wtorek, 2 lipca 2013

Nowość.

Powiem szczerze,że nie planowałam robić tego już teraz,ale stało się to tylko i wyłącznie pod wpływem jakiegoś impulsu. Miałam to opowiadanie w planach już dawno,ciągle jakieś nowe pomysły krążyły mi po głowie i stało się! Powstalo nowe opowiadanie. Mam napisany dopiero prolog,który powinien zostać opublikowany za kilka dni i to na tyle. Na pewno tutaj rozdziały będą pojawiać się częściej niż  na nowym, bo chcę historię Moniki i Roberta skończyć i dopiero rozwijać drugą historię.Czyją? Zapewne niektóre z was zorientują się po nagłówku.Nowa historia jest zupełnie inna niż ta.Nie będzie nagłej miłości,która w nich wybuchnie.Nie, to opowiadanie będzie zupełnie inne. Przechodzę ostatnio trochę cierpienia i muszę dać temu upust.A najbardziej mogę rozładować się dzięki pisaniu. Mam jedną tylko obawe. Aleksandar czyli bohater nowego opowiadania nie jest taką wielką gwiazdą jak Robert i boję się,że może to wszystko nie mieć takiego rozmachu jak to. Ale szczerze? Nie obchodzi mnie liczba komentarzy tylko ich jakość i stali czytelnicy,którzy mam nadzieję mnie nie opuszczą. Wiadomo komentarze i wyświetlenia są ważne bo dają mi moc i motywajcę,ale nie są najważniejsze. Tutaj rozdział pojawi się myślę jeszcze w tym tygodniu. Jeszcze raz życzę wam miłych wakacji. Mam nadzieję,że będe mogła na was liczyć,buziaki,trzymajcie sie!:*
Monika.

http://cant-forget-this-love.blogspot.com/

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 28 'Wycieczka do..no właśnie,dokąd?'


On jest moim wszystkim.
Bez niego nic nie ma sensu.

***

Maj.Od zawsze lubiłem ten miesiąc.Nie tylko ze względu na piłkarskie finały,ale głównie ze względu na coroczne przedwakacyjne wyjazdy.Zaraził mnie tym mój tata,a gdy zmarł postanowiłem kontynuować naszą 'tradycje'.Pomimo ostatnich komplikacji,po których już tak naprawdę nie ma śladu,w tym roku także postanowiłem wyjechać. Gdzie,kiedy i z kim? Wszystko sie okaże.

***

I znowu jest jak w raju.Obudziłam się w sypialni Lewandowskiego z głową na jego piersi. Po cudownie spędzonej nocy przyszła szara rzeczywistość,a dokładniej najpierw zajęcia na uczelni,a później kilka godzin spędzonych w biurze. Otworzyłam oczy,a przez ogromne okno wdawały sie promienie słońca lekko podkreślając bladość mojej skóry.Przeciągnęłam się i usłyszałam głos mojego ukochanego:
-No w końcu.Już myślałem,że sie nie obudzisz.-powiedział i zaczął całować moją szyje.
- Przecież mogłeś mnie obudzić...
-Nie miałem serca, za słodko wyglądasz jak śpisz.-odpowiedział i uśmiechnął sie promiennie.
-Ojeju,jakiś ty kochany.-obdarowałam go całusem.Jednym,drugim a potem następnym i następnym.
Nasze pocałunki stawały sie coraz bardziej zachłanne.
-Powtarzamy wczorajszą noc?-spytał Robert pomiędzy pocałunkami, jednocześnie dobierając sie do mojej koszulki. Nagle rozbrzmiał mój budzik.
-Może wieczorkiem.-Lewus nie ustępował i nadal całował moją szyje.
-No prosze,kochanie. Pamiętasz jak rozmawialiśmy o dzieciach? Może teraz jest idealna okazja?-spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.Trudno było nie odwzajemnić tego uśmiechu,więc także się uśmiechnęłam.
-Misiek urodzę Ci całą drużynę piłkarską, no może prócz bramkarza,ale pozwól wyjść mi z łóżka.-mój mężczyzna wybuchnął śmiechem,a ja chcąc go przekonać do puszczenia mnie dałam mu buziaka,ale Robert zamiast mnie puścić to przytulił sie do mnie jeszcze bardziej.Mądre Jaworska.
-Okej, trzymam Cie za słowo. Ale dlaczego akurat prócz bramkarza? Małych Lewandowskich nigdy za wiele!
-Tutaj damy pole do popisu Wojtkowi i Sandrze.-cały poranek z uśmiechem na twarzy zapowiadał wspaniały dzień.Lewus znowu wybuchnął śmiechem,po czym zaczął turlać sie oczywiście ze śmiechu po swoim ogromnym łóżku,dzięki czemu mi udało się uciec i uszykować do pracy.

Po dosyć luźnych zajęciach na uczelni i kilku strasznych godzinach w pracy,jedyne o czym marzyłam to gorąca herbata, wygodne łóżko i ramie mojego ukochanego. Wyszłam z biurowca,a pod budynkiem stało czarne Audi i oparty o nie przystojniak. Kim był ten przystojniak? Chyba nie trudno odgadnąć.
Podeszłam do niego i obdarowałam go gorącym pocałunkiem. 
-Co Cie naszło,że przyjechałeś po mnie do pracy?-spytałam nie kryjąc zdziwienia.
-A to jeszcze sie okaże.-odpowiedział z zawadiackim uśmieszkiem.
-Planujesz coś?
-Cierpliwości kochanie,cierpliwości.

Uparty Lewandowski za żadne skarby nie chciał powiedzieć gdzie jedziemy.Zdziwiłam się jednak kiedy zobaczyłam,że wjeżdżamy na Dortmundzkie lotnisko.
-Robert co ty kombinujesz?-spytałam,przerażona? Tak,chyba tak,ale także zdziwiona i może lekko rozbawiona.
-Nic takiego.Zobaczysz.-zaparkowaliśmy pod lotniskiem.Lewy wysiadł z samochodu i zaczął wyciągać walizki! Skąd on do cholery ma te walizki? Wiedząc,że i tak nie powie mi co kombinuje, po prostu za nim poszłam.

Po kilku godzinach lotu,wylądowaliśmy. Gdzie? W Paryżu! Zarówno na lotnisku jak i w taksówce zadawałam kolejne pytania,ale szanowny pan Robert Lewandowski na żadne z nich mi nie odpowiedział.Wysiedliśmy pod dobrze znanym mi paryskim hotelem. Za każdym razem kiedy przyjeżdżałam tu w sprawach zawodowych zatrzymywałam się właśnie w tym hotelu.
Weszliśmy do pokoju 217 i Lewy od razu zaciągnął mnie na balkon.
-I jesteśmy na miejscu!-Robert teatralnie rozłożył ręce,a za nim rozchodziła sie piękna panorama Paryża.Byłam tu już wiele razy,ale nigdy nie patrzyłam na to miejsce w taki właśnie sposób. Chyba nie bez powodu nazywane jest miastem zakochanych.
A teraz jestem właśnie tu, na szóstym piętrze hotelu,naprzeciwko wieży Eiffla z mężczyzną,bez którego nie wyobrażam sobie życia. Byłabym głupia mówiąc,że jest idealnie. Tego wszystkiego nie da się tak po prostu opisać słowami.
-Nie wiem co mam powiedzieć.Pięknie to za mało powiedziane.Dziękuję.-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyje,obdarowując go pocałunkami.
-Za co dziękujesz? Przecież nie za bardzo ma za co..
-Jak to nie? Dziękuję Ci za wszystko. Nie tylko za tą wspaniałą niezapowiedzianą wycieczke. Głównie za to,że po prostu jesteś. Za to,że mnie kochasz,za to,że cie poznałam i nie zrezygnowałeś ze mnie ot tak. Kocham Cie.
-Ja Ciebie też.-nasze usta ponownie złączyły sie w pocałunku. Wyjątkowo magicznym. Nasze usta spoiły się na tle pięknego krajobrazu Paryża z jasno świecącym księżycem. Atmosfera była wyjątkowa i pocałunek także.
-Ale z jakiej to okazji?-spytałam.
-Dzisiaj mija równy rok od naszego pierwszego pocałunku.-oczy mi się zaszklily i znowu nie wiedziałam co mam powiedzieć.Przytuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam po czym ucałowałam go w policzek.-Ale to nie wszystko.-kontynuował.-Mam jeszcze jedną niespodziankę. Obróć sie i zamknij oczy.
Zrobiłam jak kazał. Obróciłam się, nie zamykałam jednak oczu.Nie potrafiłam,mając cały Paryż u swych stóp.Momentalnie na swojej szyi poczułam coś chłodnego.Odwróciłam się przodem do mojego lubego i spojrzałam na swój dekolt,na którym wisiał piękny,srebrny łańcuszek z małą literką 'R'.
-To tak na wszelki wypadek. Żebyś zawsze o mnie pamiętała i żeby zawsze jakaś mała cząstka mnie była obok Ciebie.
-Jest piękny dziękuję.-Popłakałam się,a Lewy przytulił mnie swoimi silnymi ramionami.
-Kocham Cie.
-Ja Ciebie też,Robert.

Po naszym miłosnym wyznaniu z racji iż był środek nocy poszliśmy do łóżka i miło spędziliśmy reszte nocy.
Tak naprawdę to dopiero teraz,po blisko pięciu miesiącach zrozumiałam,że rzeczywiście nie wyobrażam sobie życia bez Roberta. Nie wyobrażam sobie nie zasypiać u jego boku i budzić się obok jego uśmiechniętej twarzy.Jest moim wszystkim.Życiem,powietrzem,miłością a przede wszystkim przyjacielem. Kocham go.Kocham mojego czasem cichego,czasem denerwującego,ale zawsze kochanego Roberta Lewandowskiego.

_____________________________________________________________________________
Witam dziewczęta!
Na sam początek mam dla was złą wiadomość. Z racji głównie tego,że zbliżają się wakacje chcę znieść zasade 'Rozdział co środe.'. Jest to dla mnie dosyć spore utrudnienie już teraz a co dopiero w wakacje. Bedą wyjazdy więc będę miała czasu na pisanie rozdziałów w zeszycie,a co dopiero tutaj skoro nie zawsze będę miała dostęp do mojego laptopa czy internetu. Nie wiem czy powrócę do tej zasady. Jest to dla mnie dosyć spore utrudnienie, czuję przez to straszną presję przez co też czasami trudno napisać mi kolejny rozdział.Mam nadzieję,że to mi wybaczycie,a rozdział wam się podoba. Oczywiście! Nie będę was zostawiać bez rozdziału na miesiąc czy więcej,ale myślę,że jakoś raz na dwa tygodnie byłoby odpowiednie. I teraz najważniejsze!! Szukam osoby,która byłaby w stanie zrobić mi nagłówek.Nie do tego a innego opowiadania,które planuje. Nie musi to być jakiś bardzo sprecyzowany nagłówek,ale żeby wygladał profesjonalnie.Jeżeli jest ktoś taki to piszcie albo pod komentarzami,albo na moje gg,które znajdziecie w zakładce 'o mnie'. trzymajcie się cieplutko i życzę miłych wakacji no i pogody oczywiście. buźka! :*

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 27. 'Witamy z powrotem! '

Jak zawsze o tej porze wracałem do domu z siłowni.Był późny wieczór,więc na ulicach właściwie zero ruchu.Mijały mnie jedynie pojedyńcze samochody.Pomyślałem,że się trochę rozluźnie i pośmigam po ulicach nia patrząc na szybkościomierz.Docisnąłem pedał gazu i w końcu czułem się jak ryba w wodzie. Podczas jazdy samochodem podobnie jak w życiu czy na boisku, nie lubiłem ograniczeń..Wskazówka na szybkościomierzu pokazywała 230 km/h i wtedy minął mnie jakiś samochód! O dziwo,znajomy samochód! Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to,że chwile później ten sam samochód zajechał mi droge!
Próbowałem go wyminąć, nie dałem rady. Potem był już tylko straszny ból,ciemność i pojedyńcze głosy,które co jakiś czas wymawiały moje imie.

                                                                             ***

Minęło kilka dni.Robert nadal nie wybudzał się z narkozy po operacji.Co prawda jego stan był stabilny,ale nie zmieniało to faktu,że się bałam. Strasznie się bałam.Wzięłam wolne w pracy.Szpital stał się moim drugim domem.Byłam tu od wczesnego poranka do póżnego wieczora kiedy tylko trwały odwiedziny.Zdarzało się nawet,że zostawałam na całe noce.Czas tutaj spędzałam na zmiane,albo na małym,plastikowym krzesełku pod salą ,albo na takim samym krzesełku  obok łóżka Roberta. Pani Lewandowska właśnie wyszła ze szpitala pójść do domu Lewego troche sie przespać,a BVB ma trening więc żadnefo z chłopaków też tu nie ma.Znowu siedziałam na tym nieszczęsnym krzesełku.Palce miałam wplecione w dłonie Roberta.Oczy powoli mi się zamykały,byłam potwornie zmęczona.Mimo woli położyłam głowe na udzie Roberta.
-M..Monika?-usłyszałam osłabiony głos.
-Kochanie jestem obok.Wszystko bedzie dobrze.-Mówiłam przez łzy. Robert,mój Robert się wybudził!
-Proszę cię,nie płacz...Wiesz,że nienawidzę gdy przeze mnie płaczesz....-Dziękowałam Bogu za to,że Robert znowu jest obok mnie.Pocałowałam go w dłoń.
-Przepraszam,ale nie potrafie nie płakać.Nawet nie wiesz ile czekałam aż sie wybudzisz.
-Czyli już mnie nie nienawidzisz?-spytał.
-A czy ja cie kiedykolwiek nienawidziłam? Kiedy w końcu pojmiesz,że kocham Cie nad życie i nie potrafie bez Ciebie żyć,głupku.Ta cała nasza kłótnia to było naprawdę najgłupsze co mogliśmy zrobić.
-Trudno sie z tym nie zgodzić,ale pocałuj mnie.Błagam.-powiedział,a ja zrobiłam co chciał.Nie wierzyłam,że znowu mogę czuć jego wargi na moich ustach.Ponownie staliśmy się jednością.Poddałam się tej chwili,nie mogąc jednak cały czas zapomnieć o nodze Roberta.
-Jesteś sama?-zapytał po tym jak delikatnie się od niego odsunęłam.
-Tak,chłopcy w końcu poszli na trening, twoja mama pojechała do Ciebie do domu sie zdrzemnąć a Milena musiała wrócić do Warszawy...
-Czyli poznałaś już moją mame?-spytał niepewnie,lekko zdziwiony.No właśnie.Dziwnie niepewnie. Czy on wie o czymś o czym nie wiem ja?
-Oczywiście,że ją poznałam. Tej samej nocy kiedy Cie tu przywieziono. I muszę przyznać,że masz bardzo miłą mame. Naprawdę,świetna kobieta. Szkoda tylko,że poznałyśmy się w takich a nie innych okolicznościach.
-Naprawdę?-i znowu to zdziwienie! O nie Lewandowski tak sie nie bawimy!
-Co wiesz i dlaczego mi o tym nie mówisz?
-Ja nic nie wiem.-zaczął uciekać wzrokiem.Głupek jednak coś wie!
-Lewandowski mów co wiesz!
-Nie no dziwię się trochę.Nie mówiłem Ci tego,ale moja mama była dosyć długo przeciwna naszemu związkowi.Początkowo doczepiła sie tego,że jesteś kilka lat młodsza,ale jak jej wytłumaczyłem jaka jesteś naprawdę to i tak zawsze znalazła jakieś 'ale'. Ale wiedziałem,że chodzi jej tylko i wyłącznie o to,żebym wrócił do Anki,w którą była wręcz zapatrzona.Ale moja mama nie znała prawdziwej Ani.A na tobie poznała sie widocznie od razu,tym bardziej biorąc pod uwagę to w jakiej sytuaji sie poznałyście.Ale zmieńmy temat.Ważne,że sie dogadujecie.

Wtedy do sali wszedł lekarz.Zapewne dostał wiadomość,że pacjent ze sali 107 sie wybudził. No i stanie sie.Doktor zapewne przyszedł powiadomić Roberta o  komplikacjach z jego nogą.
-Witamy z powrotem panie Lewandowski. Jak sie pan czuje? Jest dobrze? Z resztą o co ja pytam! Jak obok taka piękna kobieta to grzechem byłoby czuć sie źle.-Wszyscy sie zaśmialiśmy.Z tego doktora był naprawde przesympatyczny facet!
-Rzeczywiście,ale trudno przy takiej kobiecie nie zgrzeszyć.-Lewy sie wyszczerzył, lekarz zaczął chichotać a Jaworska sie zarumieniła. Super.Naprawde super.
-Dobrze panie Lewandowski żarty żartami,ale niestety nie mam dobrej wiadomości.

Pan Darkus próbował powiedzieć to jak najdelikatniej mógł. Lewemu mina zrzedła.Wiedział,że coś jest nie tak. Nie wiedział jedynie,że jest aż tak źle.Lekarz powiedział o nodze Lewandowskiemu. Serce mi pękało kiedy zobaczyłam na jego twarzy grymas,a w oczach ból. Ogromny ból.
Piłka nożna jest dla niego wszystkim. Pracą,pasją,przeszłością,przyszłościa. Kiedy zmarł tata Roberta to na niej mógł wyładować wszystkie emocje,a teraz Bóg chce mu zabrać także to?
-Nie poddam sie tak łatwo...-powiedział cicho.
-Panie Robercie zrobimy wszystko co w naszej mocy.Obiecuję.-odpowiedział doktor Darkus.
Lekarz wyszedł a ja ponownie usiadłam na krzesełku obok Roberta. Chwyciłam jego dłoń i oboje milczeliśmy. Kompletnie nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.Nie chciałam go pociesza bo wiem,że tego nie lubi.Siedział na łóżku,a ja zmieniłam miejsce i usadowiłam sie obok niego.Wtulał sie w moją pierś,a ja głaskałam jego czarne włosy.
-Nie poddam się tak łatwo.Zobaszysz, będę grał w najlepszym klubie świata,będę mistrzem napastników, wygram Lige Mistrzów z Borussią i zacznę osiągać sukcesy z reprezentacją.Muszę.Muszę te zrobić.
-Przezwyciężymy to.Razem.Obiecuje kochanie.-powiedziałam i pocałowałam go czubek głowy.
Wiedziałam,że przed nami trudny czas.Jedynym plusem w całej tej sytuacji jest jedynie to,że znowu jesteśmy razem i wszystko to mozemy przezwyciężyć wspólnie.Nie poddam się.Zrobię wszystko żeby Robert znowu był zdrowy i mógł dalej grać.Nie mogę go zostawić.Nawet nie potrafie,a tym bardziej nie chcę.

***

Ostatnie kilka tygodni było bardzo trudne.Robert cały ten czas przeleżał w szpitalu,czekając na operacje.Strach zjadał nas od środka.Strasznie baliśmy sie,że coś może pójść nie tak i Robert już nigdy nie będzie mógł grać,albo nawet chodzić.Mieliśmy ogromne wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół. Miło było wiedzieć,że nawet w takiej sytuacji zawsze mamy na kim polegać.Cała Borussia przyjeżdżała do nas do szpitala w odwiedziny,ale to głównie Mario i Marco z Kubą i Łukaszem wspierali nas najbardziej.

Jak sie wkrótce okazało cały strach związany z operacją był niepotrzebny.Zabieg przebiegł pomyślnie bez żadnych komplikacji. Nogę Lewego udało sie uratować i jego zdrowiu nic już nie zagraża.Nasze życie znowu powróciło na dobry tor,a jedynym naszym zmartwieniem było jedynie to kto chciał śmierci mojego ukochanego i spowodował ten wypadek.Lewy mówił,że dobrze znał ten samochód,ale za chiny nie mógł go do żadnej ze znajomych osób dopasować.Mi jednak słowa Robcia utkwiły w pamięci i zaczęłam podejrzewać kto to taki mógł spowodować to wszystko.Nie  chciałam jednak wkurzać Roberta więc nie powiedziałam mu o swoich podejrzeniach. Przez ten czas wiele sie zmeiniło.Ja i Robert w końcu co siebie wróciliśmy,Natalia i Mario oficjalnie ogłosili,że są parą.A do Dortmundu przylecieli moi rodzice i mama Roberta,którzy w końcu mieli okazje sie poznać.Muszę przyznać,że oboje z Robertem denerwowaliśmy się przed tym spotkaniem. Jak się okazało-niepotrzebnie. Nasze rodziny bardzo sie polubiły. A z racji tego,że świetnie sie dogadywali umówili sie nawet na kolejne spotkanie,w Polsce! Miło było odczuć,że w końcu po kilku miesiącach moje życie znowu wygląda tak jak dawniej. Znowu jest idealnie. Między Robertem a mną nigdy tak naprawdę nie było lepiej jak jest teraz. Czas,który spędziliśmy osobno można nawet powiedzieć,że zrobił nam dobrze. Pokazał nam jak bardzo sie kochamy i że tak naprawde nie potrafimy bez siebie żyć.Na dodatek mamy wspaniałych przyjaciół i rodzine,która w pełni zaakceptowała nasz związek. Ostatnie kilka tygodni pomimo małych przeciwności możemy ocenić na wielką 5 z plusem!

____________________________________________________________________________
Już jestem, powróciłam! nawet nie macie pojęcia jak sie stęsknilam za tym wszystkim :)
bardzo przyzywczailam się do tego bloga i do was przez te 6 miesiecy i ciezko bylo tu nie zagladac tak czesto czy czegos nie napisać.
Powiem szczerze,ze ten rozdział miał być epilogiem i konczyć calą ta historię,ale nie potrafiłam zakończyć tego teraz i to w taki sposób. Ciezko bylo nie brac nad ranem czy późnym wieczorem długopisu i zeszytu do ręki i czegos nie napisać. Także mam nadzieje,że sie cieszycie :)
Uaktualniłam zakladke 'bohaterowie' gdzie pojawily sie 3 postacie. jeżeli chcecie wiedzieć co u mnie na bieżąco albo piszcie na gadu gadu,albo zapraszam na mojego twittera.
trzymajcie się i widzimy sie za tydzień, buziaki! :*
a tak wgl,jakie zamieszanie ze ślubem Lewego.xd masakra, w sumie to nie moge sie doczekać, jestem ciekawa jak beda wyglądali no i na slubie będzie Peszko,co lepsze bedzie świadkiem! Lechitki wiedzą o co chodzi i dlaczego sie tym jaram. dobra nie rozpisuje sie, buźka!:*

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 26 'Jestem dziewczyną Roberta Lewandowskiego.'

Środek nocy.Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu.Spojrzałam na zegarek,była 4:46. Spojrzałam na ekran telefonu,na którym widniał napis 'Dzwoni"Marco! :)'
-Marco,czego chcesz o tej godzinie?-spytałam jednocześnie wkurzonym i zaspanym głosem.
-Monika,Robert miał wypadek i leży w szpitalu przy ulicy Marii Magdaleny 17!
-Coo?! Jezu jak to ?! Już jade!

Jak to Robert jest w szpitalu?! Jaki wypadek ?! Jeśli jest mu coś poważnego i może tego nie przeżyć....nie wybaczę sobię tego.Nie chcę nawet dopuszczać do siebie takiej myśli..Szybko zarzuciłam na siebie dżinsy,białe trampki i sweter.Włosy związałam w kitkę i nic nie mówiąc Natalii, chwyciłam kluczyki i z piskiem opon ruszyłam w stronę szpitala.Wbiegłam do budynku,do którego przywieźli Roberta.
-Przepraszam,przywieziono tu może Roberta Lewandowskiego?-spytałam.
-A jest pani kimś z rodziny?-no tak mogłam się spodziewać tego pytania.
-Tak...Jestem jego dziewczyną.-zawachałam się,ale odpowiedziałam.
-Pan Lewandowski jest właśnie operowany.Jesgo stan jest bardzo ciężki,ale lekarze robią co mogą aby uratować jego życie.A reszta członków rodziny czeka pod salą 107 na 2 piętrze.
-Dobrze,dziękuję.

Wzięłam nogi za pas i nie tracąc czasu pobiegłam na drugie piętro schodami,nie marnując czasu czekając na winde. Pod salą 107 zastałam zapłakaną panią Iwonę-mame Roberta i jego siostrę Milene,a także Marco i Mario.
Przyjaciele Roberta jak tylko mnie zobaczyli od razu do mnie podbiegli i mocno przytulili.Było po nich widać,że płakali.Ich czerwone policzki i podkrążone oczy nie były przypadkowe.Ja także się rozpłakałam. Po chwili jednak odsunęłam się od nich i poszłam do pań Lewandowskich się przedstawić.
-Dzieńdobry,nazywam się Monika Jaworska,a pani zapewne jest mamą Roberta...-wystawiłam do niej dłoń,a ona wstała i mnie przytuliła.Nie spodziewałam się takiej reakcji,ale nie przeszkadzało mi to,wręcz przeciwnie.Rozpłakałyśmy się obie jeszcze bardziej.Najważniejsza dla nas osoba leży na stole operacyjnym i walczy o życie.Jak Bóg może nas tak karać?

Poznałam także Milene.
-Co się tak w ogóle stało i co z nim?
Mama Roberta ponownie zalała się łzami.Mario wziął mnie za rękę i zaprowadził na bok.
-Robert....wracał samochodem,niewiadomo czy był pijany,czy trzeźwy.Miał poważny wypadek,ale wiesz jak to on. Lubił szybko jeździć.Może stracił panowanie nad kierownicą.-łamał mu się głos.Pierwszy raz widziałam go takiego.To nie był ten sam Mario,którego znałam do tej pory.Tamten zawsze udawał bezuczuciowego kobieciarza,ale dla tego Mario najważniejsza była miłość.Miłość,którą darzył Lewandowskiego.-I dachował...Wezwano mnie na miejsce wypadku.To co tam zobaczyłem to coś strasznego..Z samochodu nic nie zostało.Możemy tylko dziękować Bogu,że Lewy przeżył.
-Ale co z nim? Jaki jest jego stan? Wyjdzie z tego?
-Nie wiemy...Narazie go operują.-I znowu zalałam się łzami.Tym razem wspólnie z Mario.
On nie może mnie zostawić.Nie może tak po prostu odejść,umrzeć. Za bardzo go kocham,za bardzo go potrzebuję. Już dawno mu wybaczyłam. Mieliśmy tyle planów do spełnienia.. Duży dom na obrzeżach Dortmundu,dwójka dzieci.Najlepiej chłopiec,który poszedłby w ślady Roberta, i dziewczynka,ukochana córeczka tatusia.Zakochani,rozwijający swoją karierę-my i pies do kompletu.Pamiętam,dokładnie pamiętam gdy z Lewym omawialiśmy każdy szczegół naszej wspólnej przyszłości.Wspominając to wszystko,uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy.Uświadomiłam sobie,że jeśli na sali operacyjnej coś pójdzie nie tak,stracę go. Na zawsze. Nie na chwilę, przez pryzmat rozstania.Zaczęłam żałować.Tak strasznie żałować,że wtedy wyjechałam,że w ogóle poszłam z nim na tamtą imprezę.Żałowałam,że byłam tak strasznie głupia i nie zważałam na to jak bardzo ranię Lewego.

Czas dłużył nam się niesamowicie.To wyczekiwanie,niepewność i wyczuwalny w powietrzu ból,smutek,złość,miłość do niego wszystko się ze sobą mieszało i tworzyło mieszankę wybuchową.
-Ile jeszcze można czekać w takiej niepewności? -wstałam ze szpitalnego krzesłka i zaczęłam krążyć nerwowo w tę i z powrotem.
-Nie denerwuj się, wszystko będzie w porządku,zobaczysz.-odpowiedział mi Goetze.

Już miałam nakrzyczeć na Goetzego,jak on może tak mówić? W końcu na korytarzu pojawił się lekarz.
-Witam,państwo są wszyscy rodziną pana Lewandowskiego?
-Tak,tak.-odpowiedziała pani Iwona.
-A więc mam i dobrą i złą wiadomość.....ale zacznę od dobrej.Operacja przeszła po naszej myśli.Stan pana Roberta jest dużo lepszy.No i na złą wiadomość prosiłbym do siebie do gabinetu najbliższą osobę z otoczenia pana Lewandowskiego.Aha, i tylko jedna osoba może narazie wejść do pacjenta.
Spojrzeliśmy na siebie.Kamień spadł mi z serca,że stan Roberta się polepszył.Ale co ze złą wiadomością?
-To może ja pójdę z panem doktorem,a Monika ty idź do Roberta.-ciszę w końcu przerwała pani Iwona i na otuchę chwyciła moją dłoń. Nieśmiale spojrzałam na wszystkich obecnych,którzy kiwali głowami potwierdzając słowa Lewandowskiej. Ona poszła za doktorem Darkusem,a ja chwyciłam klake i weszłam do sali 107...
W jednej sali cały mój świat sie załamał. Wszystko co było ważne w moim życiu prysło,przestało się liczyć.Teraz najważniejszy był Robert i to tylko on się liczył.Leżący tam,taki niewinny,słaby.Moje serce pękało na miliony małych kawałeczków.Podeszłam do łóżka,na którym leżał mój ukochany.Podłączony do tysięcy kabelków,taki bezsilny. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji...Ale jak mogła skoro leżał na szpitalnym łóżku, nieprzytomny walczący o życie? Spojrzałam na Gotze,Reusa i Milene, patrzących na mnie zza małego okienka w sali. Próbowali mnie jakoś pocieszyć unosząc delikatnie kąciki ust chcąc dodać mi otuchy. Ale ich także raniła cała ta sytuacja. Spojrzałam ponownie na Roberta. Chwyciłam jego bezwładną dłoń,która jeszcze przed chwilą spoczywała na szpitalnym łóżku.Uniosłam ją delikatnie do góry i oparłam się o nią głową,chowając twarz,po której ponownie ciekły łzy.
Dlaczego tak musi być Robercie? Dlaczego dopiero taka tragedia uświadomia nas ile tak naprawdę dla siebie znaczymy? Oboje dobrze wiemy,że to nie tak wszystko miało wyglądać.Nie powinno nas być tu teraz.Wiele rzeczy nie powinno się wydarzyć.Dzień 13 grudnia w ogóle powinien nie istnieć.Nie powinniśmy pozwolić mu nas rozdzielić. Nie możesz mnie teraz tak zostawić.Nie możemy zostawić zniszczonego tego co nas łączyło.Nasza miłość była za piękna,oboje dobrze o tym wiemy.Błagam wybudź się.

Po 'rozmowie' z Robertem ocknęłam się.Zza szyby usłyszałam rozmowe,a raczej cichą kłótnię.Pani Iwona już wróciła.Wstałam z małego krzesełka stojącego obok łóżka.Ucałowałam go w czubek głowy,napawając się tym,że znowu mogę to zrobić.Wyszłam z sali, a tam zastałam jedynie szlochającego Reusa kulącego się pod ścianą i załamaną panią Iwonę.
-Wiadomo już co to za zła wiadomość?-spytałam rodzicielke Lewego.
Nic nie odpowiedziała,poszła jedynie w ślady Marco i zaczęła szlochać.
-Pani Iwono,co się dzieje?-chwyciłam ją za ramiona.Cholera jasna,niech mi w końcu ktoś powie co się dzieje!
-Monika dziecinko,Robert...on...on...sie załamie...
-Co lekarz powiedział?-zapytałam przerażona.
-Robert ma zmiażdżoną kość w prawej nodze,która uszkadza nerw i mięsień.Jeżeli tego nie naprawią....on może stracić nogę.Rozumiesz?On straci noge,wszystko.Marzenia,prace dosłownie wszystko.

Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.Dlaczego to się dzieje? Czy nasze rozstanie nie było dla nas już wystarczającą nauczką?
Spojrzałam na niego.
-On tego nie przeżyje....

___________________________________________________________________________
Jak już mówiłam, rzadko to robię,ale rozdział dodany jest wyjątkowo dzisiaj a na dodatek całkowicie dedykowany Gosi (Megan) kochana nie mogę ci obiecać,ze wszystko będzie dobrze,ale trzymam kciuki żeby tak bylo.Nie możesz sie załamywać,a przede wszystkim musisz być silna! Mam nadzieję,że tym rozdziałem chociaż trochę cię pocieszyłam,chociaż wiem,ze jest mega smutny.Przepraszam za to,ale pisałam go już ponad miesiąc temu. Rozdział dodaje dzisiaj bo ciężko było nie dodać mi go w srode i zostawiać was na 2 tygodnie bez Moniki i Roberta. Wasza nadzieja w ich powrót mam nadzieję wróciła i to na dobre :)
Na wycieczce było super, zdecydowanie jak biegałam po poligonie ubrana w moro, z pomalowaną twarzą,albo po lesie z karabinem do paintballa. Jeżeli jestesćie zaciekwaione zdjęciami czy coś,zapraszam na mojego twittera @shelters_
Trzymajcie się cieplutko widzimy się 19 czerwca! :*
PS, dziękuję za tak ogromną liczbę komentarzy pod rozdziałem 25,aż się popłakałam, jak to zobaczyłam.Oby tak dalej buźka! :*